Siedzieliśmy w ogromnym pokoju Dominika objadając się
wszelkim rodzajem żelek i ciasteczek. Wystukując rytm o oparcie luksusowego łóżka wsłuchiwałam
się w delikatne Little Things . Nie potrzebowaliśmy słów żeby się zrozumieć .
Wystarczy dobra muzyka i pyszne jedzenie. Matka Dominika z tego co zrozumiałam
z jego opowieści to jakaś nadęta i nadziana paniusia ,która idealnie dobrała
się z jego ojczymem .Biologiczny ojciec Dominika zmarł na raka ,kiedy ten miał
niecałe 6 lat. Jedynym dobrym aspektem [chociaż
sama nie wiem] tej rodziny było to ,że widzieli się wszyscy dwa razy w miesiącu
. Pseudo rodzice strasznie zajęci
prowadzeniem jakiegoś domu mody
w Paryżu nie mieli czasu na opiekę nad dzieckiem i z tego powodu kompletnie
zaburzyła mu się psychika. Miał coś w
rodzaju niani ,a do Polski wrócił tylko
dlatego ,że pobił jakiegoś Francuza i wywalili go ze szkoły . Tak więc od
bliskich dwóch tygodni jest on moim jedynym przyjacielem , całymi dniami
przesiadujemy to u niego , to u mnie .
Poznałam tajemnice jego ran, on poznał tajemnice moich…
-Venus ?- podniosłam oczy z oglądania diamentowego żyrandolu
na chłopaka ,który siedział naprzeciwko mnie
i uśmiechał się serdecznie
-Tak , Dom?- wstałam i zaczęłam powoli przechadzać się po
pokoju , biorąc do ręki ramki w których znajdowały się zdjęcia małego ,,Minika”
, głównie z tatą . Ten na pozór szczęśliwy
chłopczyk teraz przeżywa traumę.
-Bo chciałem tylko powiedzieć ,że bardzo ci ufam . Jak
nikomu innemu. I jeśli coś się stanie i cię stracę nie mam pojęcia co zrobię –
złapał mnie za rękę , przyciągnął do siebie i przytulił
-Przecież znamy się dopiero…-urwałam w pół słowa
-To nie ma znaczenia. Zawarliśmy pakt pamiętasz ?
-Tak…-idealnie pamiętałam
Następne dni mijały
tak samo . Ale nie było już tak jak kiedyś . Nie zwracałam uwagi na męczarnie w
szkole. Przerwy przesiadaliśmy w miejscu naszego poznania na 2 piętrze.
Zazdrosne dziewczyny spoglądały na nas z myślą ,że jesteśmy parą . W sumie
czułam się z tym dobrze , bezpiecznie .
Po lekcjach szliśmy do parku ,jeśli była ładna pogoda. Mrozy już ustały , wiosna zbliża się wielkimi
krokami . W Walentynki zastałam miłą niespodziankę . Otóż wstając rano jakby
nigdy nic . Zjadłam ,,Walentynkowe’’ śniadanie, czyli jakieś ciastko kupione
przez tatę w supermarkecie . Wzięłam torbę i wyszłam . Dziwne , zawsze czekał
na mnie przed domem Lange Rover z kierowcą i Dominikiem . Tym razem jednak jego
nie było. Zdążyć ,zdążę ,było dopiero wpół do dziewiątej, martwiłam się tylko o
to czy nic mu się nie stało. Wchodząc do szatni w której zawsze zostawiałam moją parkę
zauważyłam ,że kurtka Dominika wisi na wieszaku. Z deka wkurzona , z deka
zdezorientowana ,podchodząc pod salę matematyczną ,gdzie mieliśmy pierwszą lekcję zastałam tam tylko wrogie
spojrzenia Anki, Agaty i Martyny .A po
nim żadnego śladu. Myślałam żeby zadzwonić , bo nigdy nic nie wiadomo kiedy
napadnie cię banda szkolnych dresów ,ale niestety moje konto było puste od
wieków . Mając jeszcze trzy minuty przerwy usiadłam na ławce i trzęsąc
rękami z nerwów wymyślałam co raz to nowe scenariusze masakry .Taka tam
wrodzona zdolność przewidywania najgorszego. W końcu doczekałam się jakiegoś
znaku życia . Usłyszałam jak ktoś tuż
nade mną woła moje imię . Wywarta z
zamyślenia podskoczyłam jak głupia widząc Dominika z ogromnym , mega ogromnym
bukietem róż .
-Droga Venus . Będziesz moją walentynką ?- wydarł się na
cały korytarz, co oznaczało ,że wszyscy , dosłownie wszyscy zebrani tu się na
nas gapią ,łącznie z babką od matmy ,dyrektorką i sekcją sprzątaczek. Zaczerwieniona
i uśmiechnięta jak wariatka wzięłam do
ręki ,a właściwie padłam pod ciężarem
jakiś 100 czerwonych róż , moich ulubionych kwiatów. Przytuliłam go i
kompletnie pod jakimś impulsem pocałowałam w policzek . Cała ,zebrana już tu
klasa darła się ,,Słodko!” ,,Gorzko!” i różne głupie teksty w tym stylu .Tą
dziwną chwilę przerwał nam dzwonek . Taszcząc za sobą ten prezent i kładąc go
na końcu klasy usadowiliśmy się w ostatniej ławce . Praktycznie całą lekcję byliśmy
pod odstrzałem ciągłych ,,,
przypadkowych’’ spojrzeń , jakbyśmy zrobili nie wiadomo co . No ale dobrze ,
niech sobie myślą co chcą . Matematyczka uśmiechała się do mnie jak pedofil co
jeszcze bardziej mnie przeraziło ,a Dominik praktycznie całą lekcję zacieszał
jak głupi ,albo po prostu szeptał do mnie słówka jakich używają zakochani w
dodatku ten szept był równy z głośnym gadaniem . Nie mogłam się powstrzymać , w
końcu wybuchłam niepochamowanych rechotem .Całe szczęście ,że w tym samym
czasie Anka zauważyła pająka i rozsiała ogólną panikę. Siedząc w łazience , chichrając
się i powstrzymując łzy radości wydurnialiśmy się przez całą
trzydziesto minutową przerwę ,aż w końcu Dominik już poważniej wyciągnął jakąś
kopertę z bukietu i wręczył ją mi
-Co to?-spytałam zdumiona
-Otwórz ,a się przekonasz .
W środku znajdowała się jakaś bardzo ładnie ozdobiona karta
z wygrawerowanym napisem Zaproszenie.
Rozłożyłam ją . Napis brzmiał:
,,Zapraszamy serdecznie Państwa Czyżykiewicz na bal
charytatywny zorganizowany pod hasłem
Miłość Nie Tylko Dla Zakochanych
,który odbędzie się w 16 lutego 2013 roku w
hotelu ,,Gołębiewski „ o godzinie 19:00. Będzie dla nas zaszczytem
Państwa gościć.”
-A..Ale zaraz przecież to zaproszenie dla twoich rodziców…
-Tak ,ale oni nie mogą przyjechać ,więc ja muszę tam iść .
Zbierają na jakieś szpitale ,czy coś takiego .My zawsze byliśmy gośćmi
honorowymi ,bo mama wpłacała na to kupę kasy .Tak wiem ,że to dziwne ,ale ona
czasem ma dobre serce . W tym roku też ,ale mają w Paryżu jakiś ważny pokaz i nie mogą być ,a nie wypada nie mieć żadnego
reprezentanta .To jak pójdziesz ze mną ?
-Kurde ,ale mnie nie stać na sukienkę i w ogóle na takie
rzeczy . A po za tym , jak ja wyglądam nie pasuję do takiego środowiska, nie
umiem się zachować ,ani nic. Tylko to popsuję .
-Co ty gadasz?! Jesteś najśliczniejszą ,najmądrzejszą ,
wyjątkową dziewczyną ,jaka kiedykolwiek stąpała po ziemi. – boże , te jego
oczy…co jak co ,ale podlizywanie wychodziło mu najlepiej - Proszę … Proszę
…Ładnie proszę …Zgódź się .Pieniądze na suknie, fryzjera , makijażystkę czy co
tam chcesz ja ci to wszystko opłacę .Mam nawet własnego wynajętego stylistę , ,więc nie ma problemu. Tylko proszę
nie zostawiaj mnie sam na sam z tymi nadzianymi nudziarzami .Wspomniałem ,że
Lana Del Rey ma być gościem specjalnym?
-Zgadzam się .-odparłam szybko i poczułam się lekko źle, że
będę musiała skorzystać z jego finansów, ale w sumie sam to zaproponował . No i
proszę was…Lana Del Rey!!!
Tak ,więc w sobotę
spotkałam się z Martinem stylistą ,który zabrał mnie na cało dniowy shopping po
mieście . Po długim chodzeniu ,dobieraniu dodatków i akcesoriów ( nienawidzę
zakupów) po niemożliwie wysokich cenach
udało nam się wszystko okiełznać . Jutro rano mam stawić się u fryzjera w
salonie ,a potem stawić do Martina na makijaż . Czuję się jak jakaś celebrytka,
ale z tego co słyszałam tam ma być cała śmietanka towarzyska kraju.
W niedzielę wieczorem schodząc po schodach do salonu
prezentowałam się mniej więcej tak: http://urstyle.pl/styl/Venus69/stylizacja/bal-walentynkowy/
. Na mój widok mój tato wylał sobie na spodnie pół filiżanki kawy i dowalił do
tego gofra z bitą śmietaną . Cóż , to fakt nie jest przyzwyczajony do tego ,że
jego córka wygląda jak kobieta ,a nie jak zmokła kura. Po raz pierwszy byłam
zadowolona z mojego wyglądu . Czekając w salonie ,przystępując z nogi za nogę
oglądałam jak Piotr Father krótko mówiąc
objeżdża mnie i gwiżdże pod nosem .
-No co?-spytałam poirytowana
-Noo nic . Tylko ładnie się tam zachowuj z tym jak mu tam
Damianem …
-Dominikiem … -pff…on dalej nie ma pojęcia gdzie idę –
-To twój..?
-Nie to nie jest mój chłopak! To mój przyjaciel, ile razy
mam ci to powtarzać?!
-Ok . Nie denerwuj się . – przytulił mnie[god?!]- Baw się
dobrze ja idę wziąć prysznic , bo mam nockę dzisiaj .
Czekałam 5, 10 minut . Dwadzieścia po siódmej usłyszałam
dzwonek do drzwi i niemal potykając się o dół długiej sukni szybko doskoczyłam
do drzwi. Przed nimi stał mrr… Dominik w garniturze z boską fryzurą i różyczką
w dłoni .Kolejny gościu ,który gwizdnął na mój widok i zaprowadził do OMG?! czarnej limuzyny. Przez pierwsze kilka
sekund, chyba się lekko zmieszał i nie wiedział co powiedzieć .
-Eee…Yyy…Bardzo ładnie wyglądasz . –uśmiechnął się ,a ja niż
tego ni z owego znowu pocałowałam go w policzek – A to za co?
-Za to ,że będę mogła słuchać Lany dzięki tobie i chodź raz
poczuć się jak dama .
- Nie potrzebujesz mnie żeby czuć się jak dama . Jesteś nią
...
Pozostała droga
minęła w ciszy . Boże , w to nie da się uwierzyć . Wychodzę z auta jak
księżniczka , prowadzona po schodach do luksusowego hotelu przez najcudowniejszego chłopaka jakiego
można sobie wymarzyć , mam tylko nadzieję ,że ta bajkowa otoczka nie minie.
Dominik zaprowadził mnie do szatni , gdzie zdjęłam płaszczyk . Potem ruszyliśmy
w kierunku jakiejś sali bankietowej . Szło tam wielu ludzi , niektóry
uśmiechali się do mojego towarzysza ,jednocześnie dziwiąc się kim do cholery ja
jestem . Innymi słowy bogaci, nadęci i
krnąbrni. Ale cóż takie uroki tego życia . Dominik ścisnął mnie za rękę mocniej
, sprawiając że poczułam się pewniej i śmielej . Wchodząc do ogromnej Sali ,
wypełnionej stołami ,krzesłami ,
rzeźbami , ogromną ilością wytwornego jedzenia , kelnerów ,którzy roznoszą
drinki i całą kupą wyżej wymienionych snobów , czym prędzej chciałam ją opuścić .Mimo
mojego niepewnego wzroku , Dominik objął mnie ramieniem i zaprowadził do
jakiegoś stołu przy ,którym
siedziała wysoka ,piękna blondynka i zapewne jej rodzice. Po przywitaniu okazało
się ,że to kuzynka Dominika ,Vanessa ,Siedzieliśmy
przy czymś w rodzaju sceny , na której
po jakiś 5 minutach zaczęła się cała uroczystość . Co tu dużo mówić … Po wielu
przemówieniach [w tym Dominika , ten to ma gadane], podziękowaniach itp. Wreszcie
mogłam zobaczyć Lane Del Rey na żywo! Byłam tak podekscytowana ,że mało co nie
zadławiłam się krewetką . Jejku , jak ona śpiewa . Wykonała chyba z 4 piosenki ,po czym
zeszła ze sceny i rozmawiała jeszcze z gośćmi , jakimś cudem Dominik załatwił
mi z nią zdjęcie . Nogi trzęsły mi się jak galareta , a poliki były czerwone
niczym pomidor. Najgorsze jednak miało
dopiero nadejść .
Byłam skazana na
spacerowanie z Dominikiem po Sali i rozmawianie z całą tą magnaterią . Parę
osób było dla mnie miłych , zazwyczaj panowie , ich paru synów z dziwnym
wzrokiem wpatrywało się we mnie , a nie owijając w bawełnę głównie gapili się
na moje cycki . Bogate świnie. Dominik chyba też to zauważał ,bo natychmiast
wtedy odchodził i z pogardą mijał tych chłystków. Kobiety traktowały mnie inaczej , co najmniej
jak typowego plebsa ,który chyba nie wie
co tu robi . Ich córki , były zazdrosne o Dominika co wyczułam i z mega
satysfakcją przybliżałam się do niego bardziej. Kontynuując ,zdażyła się jedna
sytuacja ,z której byłam mega dumna . Jacyś faceci ,zapewne bankowcy rozmawiali
o jakiś tam zysku ,stracie i kłócili się
o to kto ma rację . Ukończyłam kurs młodego ekonomisty ,więc bądź co bądź znam się na rzeczy. Korzystając
z tego ,że Dominik jest ,,bardzo zajęty” wysłuchiwaniem narzekań jakiejś starej
wdowy , odwróciłam głowę i sprawiłam że na twarzach tych gości pojawiło się
zdziwienie ,i wyrobiłam sobie trochę szacunku wśród towarzystwa. Zrobiłam to
tylko dla Dominika , no dobrze … dla siebie też . Co ,każdy zasługuje na chwile
uznania ?! A więc, mogłam uznać ten bal za zwykłą nudę ,ale jak to często w tej
historii bywa , chwila magii miała swoje miejsce .
Około 12 ,tuż po
fajerwerkach zaczął grać zespół . Muzyka była fantastyczna , nie wątpię ,ale
fakt że od dwóch godzin tańczyłam z
wszystkimi ,którzy do mnie wcześniej startowali, ale ani razu z Dominikiem był
dobijający. A co robił mój partner? Obracał na parkiecie wszystkie laski po
kolei . Nie , nie jestem zazdrosna , to tylko mój przyjaciel . Opadłam na
krzesło i wypiłam parę lampek wina ,tak żeby nikt nie widział, ale i tak tu nie
sprawdzają ile mam lat. Stukając obcasami o podłogę ,wybijając rytm ze znużenia, podśpiewywałam sobie pod nosem
,marząc o tym ,że może kiedyś ja będę śpiewać na takiej scenie . Po paru
chwilach w Sali zrobiło się strasznie ciemno ,jedynie lampy na suficie rozbiły
półmrok . Och… Tak romantycznie ,że aż rzygam . Pewnie wolnego zagrają .
Śmiejąc się do siebie , poczułam jak mina mi zrzednie . Wokalista oznajmił oto pięknie , dla CAŁEJ SALI
tą oto dedykację :
,,Dla Venus od Jamesa
. Dziękuję za wszystko.”
Zabrzmiały pierwsze słowa piosenki . Naszej piosenki . Nerwowo podniosłam się do góry i lekko
zachwiałam. Poczułam jak ktoś łapie mnie w talii i zaciąga na parkiet. Chwycił
moje dłonie i położył na swoich ramionach . Przez delikatne światło widziałam
,że spogląda mi prosto w oczy,
ułożyłam głowę na jego torsie.
Przez koszulę czułam ciepło i ogromne
bicie serca. Jego dłonie bawiły się
moimi włosami , a usta szeptały uroczo słowa piosenki . To była nasza chwila …
Nikt tego nie widział … Czułam się jak najpiękniejszy na świecie klejnot.
Unosiłam się w powietrze i upadałam . Byliśmy jak idealni tancerze ,a prowadziła nas tylko miłość .
Czułam ,że mnie kocha… Łza radości spłynęła mi po policzku, a on natychmiast go
pocałował i szepnął ,,Już nigdy , nigdy więcej nie pozwolę ci płakać , nigdy …” . Płynęliśmy jak księżyc, błyszczeliśmy jak
gwiazdy… Moje włosy , misternie ułożone , opadały teraz na ramiona , makijaż
spływał …Ale czy to ma znaczenie ? Jestem to z nim , z nim ,z moim sensem ,
nadzieją i życiem … Byliśmy co raz bliżej ,czując jego oddech na szyi sprawiłam
,że moja twarz opłynęła w rumieniec….Wreszcie , po walce z samą sobą
przybliżyłam się maksymalnie i wodząc ustami próbowałam znaleźć mój skarb. Ta
noc należała jednak do niego. Najbardziej namiętny ,a jednocześnie słodki pierwszy pocałunek jaki każda kobieta może sobie
wyobrazić . Mój świat skupiał się tylko na tych ustach. Czułam się jak motyl
rozwijający skrzydła … Kiedy oderwałam wargi wtuliłam się w mojego Dominika .
Mojego . Tańcząc do rana … Oddając pocałunki …Cieszyliśmy się krótkimi chwilami
szczęścia ,z wiarą ,że będą trwać wiecznie …