czwartek, 14 lutego 2013

Rozdział II ,,Surprise''


Siedzieliśmy w ogromnym pokoju Dominika objadając się wszelkim rodzajem żelek i ciasteczek. Wystukując  rytm o oparcie luksusowego łóżka wsłuchiwałam się w delikatne Little Things . Nie potrzebowaliśmy słów żeby się zrozumieć . Wystarczy dobra muzyka i pyszne jedzenie. Matka Dominika z tego co zrozumiałam z jego opowieści to jakaś nadęta i nadziana paniusia ,która idealnie dobrała się z jego ojczymem .Biologiczny ojciec Dominika zmarł na raka ,kiedy ten miał niecałe 6 lat.  Jedynym dobrym aspektem [chociaż sama nie wiem] tej rodziny było to ,że widzieli się wszyscy dwa razy w miesiącu . Pseudo rodzice strasznie zajęci  prowadzeniem   jakiegoś domu mody w Paryżu nie mieli czasu na opiekę nad dzieckiem i z tego powodu kompletnie zaburzyła mu się psychika.  Miał coś w rodzaju niani  ,a do Polski wrócił tylko dlatego ,że pobił jakiegoś Francuza i wywalili go ze szkoły . Tak więc od bliskich dwóch tygodni jest on moim jedynym przyjacielem , całymi dniami przesiadujemy  to u niego , to u mnie . Poznałam tajemnice jego ran, on poznał tajemnice moich…
-Venus ?- podniosłam oczy z oglądania diamentowego żyrandolu na chłopaka ,który siedział naprzeciwko mnie  i uśmiechał się serdecznie
-Tak , Dom?- wstałam i zaczęłam powoli przechadzać się po pokoju , biorąc do ręki ramki w których znajdowały się zdjęcia małego ,,Minika” , głównie z tatą . Ten na pozór szczęśliwy  chłopczyk teraz przeżywa traumę.
-Bo chciałem tylko powiedzieć ,że bardzo ci ufam . Jak nikomu innemu. I jeśli coś się stanie i cię stracę nie mam pojęcia co zrobię – złapał mnie za rękę , przyciągnął do siebie i przytulił
-Przecież znamy się dopiero…-urwałam w pół słowa
-To nie ma znaczenia. Zawarliśmy pakt pamiętasz ?
-Tak…-idealnie pamiętałam
  Następne dni mijały tak samo . Ale nie było już tak jak kiedyś . Nie zwracałam uwagi na męczarnie w szkole. Przerwy przesiadaliśmy w miejscu naszego poznania na 2 piętrze. Zazdrosne dziewczyny spoglądały na nas z myślą ,że jesteśmy parą . W sumie czułam się  z tym dobrze , bezpiecznie . Po lekcjach szliśmy do parku ,jeśli była ładna pogoda. Mrozy  już ustały , wiosna zbliża się wielkimi krokami . W Walentynki zastałam miłą niespodziankę . Otóż wstając rano jakby nigdy nic . Zjadłam ,,Walentynkowe’’ śniadanie, czyli jakieś ciastko kupione przez tatę w supermarkecie . Wzięłam torbę i wyszłam . Dziwne , zawsze czekał na mnie przed domem Lange Rover z kierowcą i Dominikiem . Tym razem jednak jego nie było. Zdążyć ,zdążę ,było dopiero wpół do dziewiątej, martwiłam się tylko o to czy  nic mu się  nie stało. Wchodząc do szatni w  której zawsze zostawiałam moją parkę zauważyłam ,że kurtka Dominika wisi na wieszaku. Z deka wkurzona , z deka zdezorientowana ,podchodząc pod salę matematyczną ,gdzie mieliśmy  pierwszą lekcję zastałam tam tylko wrogie spojrzenia Anki, Agaty i Martyny .A  po nim żadnego śladu. Myślałam żeby zadzwonić , bo nigdy nic nie wiadomo kiedy napadnie cię banda szkolnych dresów ,ale niestety moje konto było puste od wieków . Mając jeszcze  trzy  minuty przerwy usiadłam na ławce i trzęsąc rękami z nerwów wymyślałam co raz to nowe scenariusze masakry .Taka tam wrodzona zdolność przewidywania najgorszego. W końcu doczekałam się jakiegoś znaku życia . Usłyszałam jak  ktoś tuż nade mną woła moje imię . Wywarta z  zamyślenia podskoczyłam jak głupia widząc Dominika z ogromnym , mega ogromnym bukietem róż .
-Droga Venus . Będziesz moją walentynką ?- wydarł się na cały korytarz, co oznaczało ,że wszyscy , dosłownie wszyscy zebrani tu się na nas gapią ,łącznie z babką od matmy ,dyrektorką i sekcją sprzątaczek. Zaczerwieniona i uśmiechnięta jak  wariatka wzięłam do ręki ,a właściwie padłam pod ciężarem  jakiś 100 czerwonych róż , moich ulubionych kwiatów. Przytuliłam go i kompletnie pod jakimś impulsem pocałowałam w policzek . Cała ,zebrana już tu klasa darła się ,,Słodko!” ,,Gorzko!” i różne głupie teksty w tym stylu .Tą dziwną chwilę przerwał nam dzwonek . Taszcząc za sobą ten prezent i kładąc go na końcu klasy usadowiliśmy się w ostatniej ławce . Praktycznie całą lekcję byliśmy pod odstrzałem  ciągłych ,,, przypadkowych’’ spojrzeń , jakbyśmy zrobili nie wiadomo co . No ale dobrze , niech sobie myślą co chcą . Matematyczka uśmiechała się do mnie jak pedofil co jeszcze bardziej mnie przeraziło ,a Dominik praktycznie całą lekcję zacieszał jak głupi ,albo po prostu szeptał do mnie słówka jakich używają zakochani w dodatku ten szept był równy z głośnym gadaniem . Nie mogłam się powstrzymać , w końcu wybuchłam niepochamowanych rechotem .Całe szczęście ,że w tym samym czasie Anka zauważyła pająka i rozsiała ogólną panikę. Siedząc w łazience , chichrając się i powstrzymując łzy radości wydurnialiśmy się przez całą trzydziesto minutową przerwę ,aż w końcu Dominik już poważniej wyciągnął jakąś kopertę z bukietu i wręczył ją mi
-Co to?-spytałam zdumiona
-Otwórz ,a się przekonasz .
W środku znajdowała się jakaś bardzo ładnie ozdobiona karta z wygrawerowanym napisem Zaproszenie.  Rozłożyłam ją . Napis brzmiał:
,,Zapraszamy serdecznie Państwa Czyżykiewicz na bal charytatywny zorganizowany pod hasłem  Miłość  Nie Tylko Dla Zakochanych ,który odbędzie się w 16 lutego 2013 roku w  hotelu ,,Gołębiewski „ o godzinie 19:00. Będzie dla nas zaszczytem Państwa gościć.”
-A..Ale zaraz przecież to zaproszenie dla twoich rodziców…
-Tak ,ale oni nie mogą przyjechać ,więc ja muszę tam iść . Zbierają na jakieś szpitale ,czy coś takiego .My zawsze byliśmy gośćmi honorowymi ,bo mama wpłacała na to kupę kasy .Tak wiem ,że to dziwne ,ale ona czasem ma dobre serce . W tym roku też ,ale mają w Paryżu jakiś ważny pokaz  i nie mogą być ,a nie wypada nie mieć żadnego reprezentanta .To jak pójdziesz ze mną ?
-Kurde ,ale mnie nie stać na sukienkę i w ogóle na takie rzeczy . A po za tym , jak ja wyglądam nie pasuję do takiego środowiska, nie umiem się zachować ,ani nic. Tylko to popsuję .
-Co ty gadasz?! Jesteś najśliczniejszą ,najmądrzejszą , wyjątkową dziewczyną ,jaka kiedykolwiek stąpała po ziemi. – boże , te jego oczy…co jak co ,ale podlizywanie wychodziło mu najlepiej - Proszę … Proszę …Ładnie proszę …Zgódź się .Pieniądze na suknie, fryzjera , makijażystkę czy co tam chcesz ja ci to wszystko opłacę .Mam nawet własnego wynajętego  stylistę , ,więc nie ma problemu. Tylko proszę nie zostawiaj mnie sam na sam z tymi nadzianymi nudziarzami .Wspomniałem ,że Lana Del Rey ma  być gościem specjalnym?
-Zgadzam się .-odparłam szybko i poczułam się lekko źle, że będę musiała skorzystać z jego finansów, ale w sumie sam to zaproponował . No i proszę was…Lana Del Rey!!!
Tak ,więc  w sobotę spotkałam się z Martinem stylistą ,który zabrał mnie na cało dniowy shopping po mieście . Po długim chodzeniu ,dobieraniu dodatków i akcesoriów ( nienawidzę zakupów) po niemożliwie wysokich  cenach udało nam się wszystko okiełznać . Jutro rano mam stawić się u fryzjera w salonie ,a potem stawić do Martina na makijaż . Czuję się jak jakaś celebrytka, ale z tego co słyszałam tam ma być cała śmietanka towarzyska kraju.
W niedzielę wieczorem schodząc po schodach do salonu prezentowałam się  mniej więcej tak: http://urstyle.pl/styl/Venus69/stylizacja/bal-walentynkowy/ . Na mój widok mój tato wylał sobie na spodnie pół filiżanki kawy i dowalił do tego gofra z bitą śmietaną . Cóż , to fakt nie jest przyzwyczajony do tego ,że jego córka wygląda jak kobieta ,a nie jak zmokła kura. Po raz pierwszy byłam zadowolona z mojego wyglądu . Czekając w salonie ,przystępując z nogi za nogę oglądałam jak Piotr Father krótko mówiąc  objeżdża mnie i gwiżdże pod nosem .
-No co?-spytałam poirytowana
-Noo nic . Tylko ładnie się tam zachowuj z tym jak mu tam Damianem …
-Dominikiem … -pff…on dalej nie ma pojęcia gdzie idę –
-To twój..?
-Nie to nie jest mój chłopak! To mój przyjaciel, ile razy mam ci to powtarzać?!
-Ok . Nie denerwuj się . – przytulił mnie[god?!]- Baw się dobrze ja idę wziąć prysznic , bo mam nockę dzisiaj .
Czekałam 5, 10 minut . Dwadzieścia po siódmej usłyszałam dzwonek do drzwi i niemal potykając się o dół długiej sukni szybko doskoczyłam do drzwi. Przed nimi stał mrr… Dominik w garniturze z boską fryzurą i różyczką w dłoni .Kolejny gościu ,który gwizdnął na mój widok i  zaprowadził do OMG?!  czarnej limuzyny. Przez pierwsze kilka sekund, chyba się lekko zmieszał i nie wiedział co powiedzieć .
-Eee…Yyy…Bardzo ładnie wyglądasz . –uśmiechnął się ,a ja niż tego ni z owego znowu pocałowałam go w policzek – A to za co?
-Za to ,że będę mogła słuchać Lany dzięki tobie i chodź raz poczuć się jak dama .
- Nie potrzebujesz mnie żeby czuć się jak dama . Jesteś nią ...
  Pozostała droga minęła w ciszy . Boże , w to nie da się uwierzyć . Wychodzę z auta jak księżniczka , prowadzona po schodach do luksusowego hotelu  przez najcudowniejszego chłopaka jakiego można sobie wymarzyć , mam tylko nadzieję ,że ta bajkowa otoczka nie minie. Dominik zaprowadził mnie do szatni , gdzie zdjęłam płaszczyk . Potem ruszyliśmy w kierunku jakiejś sali bankietowej . Szło tam wielu ludzi , niektóry uśmiechali się do mojego towarzysza ,jednocześnie dziwiąc się kim do cholery ja jestem . Innymi słowy  bogaci, nadęci i krnąbrni. Ale cóż takie uroki tego życia . Dominik ścisnął mnie za rękę mocniej , sprawiając że poczułam się pewniej i śmielej . Wchodząc do ogromnej Sali , wypełnionej  stołami ,krzesłami , rzeźbami , ogromną ilością wytwornego jedzenia , kelnerów ,którzy roznoszą drinki i całą kupą wyżej wymienionych snobów  , czym prędzej chciałam ją opuścić .Mimo mojego niepewnego wzroku , Dominik objął mnie ramieniem i zaprowadził do jakiegoś stołu  przy ,którym siedziała  wysoka ,piękna blondynka  i zapewne jej rodzice. Po przywitaniu okazało się ,że to kuzynka Dominika ,Vanessa  ,Siedzieliśmy przy czymś w rodzaju sceny  , na której po jakiś 5 minutach zaczęła się cała uroczystość . Co tu dużo mówić … Po wielu przemówieniach [w tym Dominika , ten to ma gadane], podziękowaniach itp. Wreszcie mogłam zobaczyć Lane Del Rey na żywo! Byłam tak podekscytowana ,że mało co nie zadławiłam się krewetką . Jejku , jak ona  śpiewa . Wykonała chyba z 4 piosenki ,po czym zeszła ze sceny i rozmawiała jeszcze z gośćmi , jakimś cudem Dominik załatwił mi z nią zdjęcie . Nogi trzęsły mi się jak galareta , a poliki były czerwone niczym pomidor.  Najgorsze jednak miało dopiero nadejść .
      Byłam skazana na spacerowanie z Dominikiem po Sali i rozmawianie z całą tą magnaterią . Parę osób było dla mnie miłych , zazwyczaj panowie , ich paru synów z dziwnym wzrokiem wpatrywało się we mnie , a nie owijając w bawełnę głównie gapili się na moje cycki . Bogate świnie. Dominik chyba też to zauważał ,bo natychmiast wtedy odchodził i z pogardą mijał tych chłystków.  Kobiety traktowały mnie inaczej , co najmniej jak typowego plebsa  ,który chyba nie wie co tu robi . Ich córki , były zazdrosne o Dominika co wyczułam i z mega satysfakcją przybliżałam się do niego bardziej. Kontynuując ,zdażyła się jedna sytuacja ,z której byłam mega dumna . Jacyś faceci ,zapewne bankowcy rozmawiali o jakiś tam  zysku ,stracie i kłócili się o to kto ma rację . Ukończyłam kurs młodego ekonomisty ,więc  bądź co bądź znam się na rzeczy. Korzystając z tego ,że Dominik jest ,,bardzo zajęty” wysłuchiwaniem narzekań jakiejś starej wdowy , odwróciłam głowę i sprawiłam że na twarzach tych gości pojawiło się zdziwienie ,i wyrobiłam sobie trochę szacunku wśród towarzystwa. Zrobiłam to tylko dla Dominika , no dobrze … dla siebie też . Co ,każdy zasługuje na chwile uznania ?! A więc, mogłam uznać ten bal za zwykłą nudę ,ale jak to często w tej historii bywa , chwila magii miała swoje miejsce .
  Około 12 ,tuż po fajerwerkach zaczął grać zespół . Muzyka była fantastyczna , nie wątpię ,ale fakt że od dwóch godzin  tańczyłam z wszystkimi ,którzy do mnie wcześniej startowali, ale ani razu z Dominikiem był dobijający. A co robił mój partner? Obracał na parkiecie wszystkie laski po kolei . Nie , nie jestem zazdrosna , to tylko mój przyjaciel . Opadłam na krzesło i wypiłam parę lampek wina ,tak żeby nikt nie widział, ale i tak tu nie sprawdzają ile mam lat. Stukając obcasami o podłogę ,wybijając rytm  ze znużenia, podśpiewywałam sobie pod nosem ,marząc o tym ,że może kiedyś ja będę śpiewać na takiej scenie . Po paru chwilach w Sali zrobiło się strasznie ciemno ,jedynie lampy na suficie rozbiły półmrok . Och… Tak romantycznie ,że aż rzygam . Pewnie wolnego zagrają . Śmiejąc się do siebie , poczułam jak mina mi zrzednie .  Wokalista oznajmił oto pięknie , dla CAŁEJ SALI tą oto  dedykację :

,,Dla Venus od Jamesa . Dziękuję za wszystko.”


  Zabrzmiały pierwsze słowa piosenki . Naszej piosenki . Nerwowo podniosłam się do góry i lekko zachwiałam. Poczułam jak ktoś łapie mnie w talii i zaciąga na parkiet. Chwycił moje dłonie i położył na swoich ramionach . Przez delikatne światło widziałam ,że spogląda mi prosto w oczy,  ułożyłam  głowę na jego torsie. Przez koszulę czułam ciepło  i ogromne bicie serca.  Jego dłonie bawiły się moimi włosami , a usta szeptały uroczo słowa piosenki . To była nasza chwila … Nikt tego nie widział … Czułam się jak najpiękniejszy na świecie klejnot. Unosiłam się w powietrze i upadałam . Byliśmy jak idealni  tancerze ,a prowadziła nas tylko miłość . Czułam ,że mnie kocha… Łza radości spłynęła mi po policzku, a on natychmiast go pocałował i szepnął ,,Już nigdy , nigdy więcej nie pozwolę ci płakać , nigdy  …” . Płynęliśmy jak księżyc, błyszczeliśmy jak gwiazdy… Moje włosy , misternie ułożone , opadały teraz na ramiona , makijaż spływał …Ale czy to ma znaczenie ? Jestem to z nim , z nim ,z moim sensem , nadzieją i życiem … Byliśmy co raz bliżej ,czując jego oddech na szyi sprawiłam ,że  moja twarz opłynęła  w rumieniec….Wreszcie , po walce z samą sobą przybliżyłam się maksymalnie i wodząc ustami próbowałam znaleźć mój skarb. Ta noc należała jednak do niego. Najbardziej namiętny ,a jednocześnie słodki  pierwszy pocałunek jaki każda kobieta może sobie wyobrazić . Mój świat skupiał się tylko na tych ustach. Czułam się jak motyl rozwijający skrzydła … Kiedy oderwałam wargi wtuliłam się w mojego Dominika . Mojego . Tańcząc do rana … Oddając pocałunki …Cieszyliśmy się krótkimi chwilami szczęścia ,z wiarą ,że będą trwać wiecznie …

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz