31.01.2013
,,Uff…Ehh… Ahh… Głośne dyszenie przerywało moją egzystencję , chociaż sama zastanawiam
się dlaczego jeszcze żyję . Poczułam ukłucie w prawej ręce, świeże blizny z
weekendu ,które powoli zaczęły się zrastać ociekły krwią. Właściwie ja cała
byłam we krwi , chciałam przerwać już to , najwyraźniej jednak moja
,,pogromczyni „ , nie miała dość . Waliła mnie pięściami po zmasakrowanej
twarzy . Kopała ręce i nogi , a gdy leżałam już na ziemi wzięła się za
nietknięte dotychczas ramiona . Nie
zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji , cieszyłam się z myśli, że zaraz umrę.
Najważniejsze było to ,że zaraz pozbędę się tego cierpienia i odejdę z tego
świata , do mojego skarbu , który patrzy na mnie teraz z góry . Po chwili
zrobiło mi się ciemno przed oczami , tak jest! Udało się”
Otworzyłam oczy , poczułam błysk ,który dobierał się do
moich niesprawnych jeszcze powiek . Mruknęłam cicho , przeklęłam pod nosem i
wyłączyłam ten cholerny budzik . Spróbowałam podnieść się do jakiejkolwiek pozycji
, która umożliwiłaby mi ruszenie mojego leniwego tyłka z łóżka . Najwyraźniej
Bóg był dzisiaj przeciwko mnie . Natomiast mój kochany , niezawodny tato szybko
doprowadził mnie do ładu , wrzeszcząc jak opętany ,, Venus zejdź na dół , śniadanie!” . Dosłownie
wyczołgałam się z łóżka , przystając na chwilę pomyślałam o dzisiejszym śnie .
Nie było w nim nic wyjątkowego , od czasu śmierci mojej mamy dzień w dzień śni
mi się moja śmierć , w głębi serca pragnę tego , ale wiem ,że mój tato nie wybaczył by sobie
i mi jeszcze popełnił przy okazji jakieś
głupstwo , a tego byśmy nie chcieli. Wracając do sedna sprawy , jestem
strasznie zmęczona życiem ,mam dosyć świata , ludzi , a to wszystko przez
jakiegoś idiotę ,któremu zachciało się jeździć po pijaku i , który zabił moją
mamę rok temu . W porównaniu z moim ojcem inaczej to
przeżyłam . Ja do niedawna wiecznie płacząca i smutna , on cały czas się
uśmiechał , ale nie jestem taka głupia . Widziałam rozbicie w jego oczach. Co
mu się dziwić , to była miłość od pierwszego do ostatniego spojrzenia . Kochali się zawsze , mimo kłótni nie potrafili się na siebie
obrażać dłużej niż 5 minut. Byli moim wzorem i ideałem .
Stanęłam przed szafą . Jestem chyba jedną z niewielu dziewczyn na
świecie , którym nie przeszkadza to ile mają ciuchów i od jakich projektantów.
Nie dbając o to czy zakładam lewą czy prawą skarpetkę jakoś doprowadziłam się
do porządku w łazience. Chwyciłam plecak i zbiegłam po schodach do kuchni.
Wszędzie unosił się zapach naleśników z czekoladą . Mój tatuś , z zawodu
policjant obdarzony został wielkim talentem do smażenia ,więc codzienny
jadłospis mniej więcej wygląda tak : naleśniki , ryba , jajecznica, kotlety,
jajka sadzone, jajka na bekonie , smażony ser. Oszaleć można , najgorsze w tym
jest to ,że obie moje babcie nie żyją , więc jedynym ratunkiem jest knajpka na
rogu , w której posilam się w najgorszych wypadkach. Udając ,że się spieszę ucałowałam poczciwego
Piotra w czoło i wyszłam z domu . Dochodziła ósma , spokojnie lekcje mam na
dziewiątą , a do Liceum imienia Marii Skłodowskiej –Curie było niedaleko. Spokojnym krokiem , tradycyjnie z muzyką
brzmiąca w słuchawkach ruszyłam
chodnikiem . Ruch o tej porze był średni , zazwyczaj ludzie śpieszący
się do pracy biegali w te i z powrotem jak zaprogramowane roboty. Nie zwracam
uwagi na mijające mnie twarze , nigdy tego nie robię . Tak właściwie to jestem
taka nijaka . Zero przyjaciół , nie
lubię ludzi. Zawsze byłam odtrącana , głównie za wygląd ,ale zdarzyło się ,że
za cechy osobowościowe , nie wspominając o muzyce . Bo ja nie słucham rocka
,żeby być na topie i nie śmieję się z
Justina Biebera. Słucham tego co ma jakiś sens , co dodaję mi otuchy i siły
,kiedy jest mi jej brak ,a nie dla lansu ,czy mody.
Poczułam ,że robi mi się zimno . W sumie to
normalne ,że w styczniu jest -15 stopni i jest mróz ,ale teraz było mi tak
zimno ,zimno. To dziwne , wiem . Stojąc na światłach , patrząc się z głupią
miną na czerwonego forda nuciłam pod nosem Give Me Love –Eda Sheerana. Ostatnio
coraz częściej sobie to śpiewałam z racji tego ,że UWAGA bębny proszę , nauczyłam
się to grać na gitarzę. To mój jedyny powód do dumy. Kiedy wreszcie
przemarznięta do szpiku kości ujrzałam
drzwi wejściowe szkoły wyszeptałam sama do siebie gładką formułkę ,, Dasz radę „
,która towarzyszyła mi od początku września . Nie mogę powiedzieć nic złego o
nauczycielach , wszyscy są w miarę spoko ,ale chyba dlatego ,że traktują mnie
ulgowo od śmierci mamy . Uczniowie to armia idiotów hodowana ku temu aby śmiać
się z innych , dręczyć innych ,a co gorsza doprowadzać innych do takiego
momentu , w którym ci inni zastanawiają się jaką formę samobójstwa wybrać .
Tradycyjne polskie liceum .
Dochodziło dziesięć po ósmej , w poniedziałek o tej porze nie było tu żywej
duszy , prócz sprzątaczek , dyrektorki i kilku nauczycieli ze skrzywieniem
zawodowym. Zawsze przychodzę tak wcześnie , byleby tylko przemknąć korytarzami
niezauważona i dostać się do jednej z damskich łazienek na drugim piętrze ,
którą upodobałam sobie z takiego względu ,że nie siedzi tam nikt prócz jednej
narkomanki i dwóch chorych psychicznie maturzystek. Mimo ,że to mój pierwszy
rok zdążyłam zapoznać się z wszystkim co oferuję ta szkoła i muszę przyznać że
moje uczucia są mieszane. Dobra , dosyć o tym co ja myślę przecież nikogo to nie
obchodzi. Dlaczego dzisiejszy dzień jest taki wyjątkowy ? Już wam mówię …
Wchodząc do ogromnej sali , czegoś w rodzaju łącznika z zamiarem szybkiego marszu w kierunku
szatni usłyszałam jak pani dyrektor ,czyli
nie jaka Marianna Kruk woła moje imię .
Zdziwiło mnie to , bo ona
zazwyczaj udaję ,że mnie nie widzi. Cóż , myślę sobie trzeba wykorzystać
okazję , może wyjdzie mi to na dobre. Przystanęłam i obróciłam głowę , z
przerażeniem w oczach spojrzałam na pomarszczoną twarz kobiety w średnim wieku ,która
znajdowała się centymetr ode mnie . Uskoczyłam w bok i udając że nic się nie
stało zaczęłam nerwowo poprawiać rękawy płaszcza . Kobieta uśmiechnęła się i nie naturalnym
,piskliwym głosikiem odezwała się do mnie:
- Dzień Dobry Wioletto! – czy ona
zawsze musi podkreślać to t?- Jak się dzisiaj czujesz?
Super , zatrzymała mnie tylko
dlatego ,żeby spytać się mnie jak przebiega mój dzisiejszy koszmar.
-D-Dobrze Pani Dyrektor- starałam
się uśmiechnąć ,ale wyszła mi taka krzywizna , wyglądem przypominająca minę
mojej ciotki ,kiedy oznajmiłam jej ,że nie zrobię sobie takich włosów jak ona
.- Wszystko jest w porządku.
- To dobrze. Zawsze zastanawiało
mnie dlaczego tak wcześnie , jako jedna z niewielu przychodzisz na lekcje .Ale mniejsza
o to , mam do ciebie prośbę . Wiem ,że jesteś spokojną i uprzejmą dziewczynką ,
bardzo dobrze się uczysz ,a więc mam do ciebie pełne zaufanie. - mówiła do mnie
tak jakby chciała mnie wysłać na jakąś tajną misję- Dzisiaj piętnaście po
dziewiątej przyjedzie do szkoły nowy uczeń twojej klasy .Chcę żebyś pokazała mu
szkołę i przez pierwszy tydzień prowadziła i pilnowała ,aby trafił do
odpowiedniej pracowni. Zgadzasz się?
Babka patrzyła na mnie jak kotek , który
domaga się mleka. To dziwne , bo nigdy nic ode mnie nie chciała ,tylko teraz
się przyczepiła. Dlaczego nie wyśle przewodniczącego samorządu ,albo jakiejś
tępej dzidy z maturalnej? Tylko mnie . Szarą , nudną , nie mającą niczego do
zaoferowania Wiolettę Deresz. Nie mówcie , na mnie Wioletta , proszę was nie
mówcie na mnie Deresz. Po prostu Venus . Moja mama to wymyśliła, podczas
naszych pierwszych wakacji nad morzem .
Tak więc patrząc się na Mariannę
K. z miną w stylu,, Are You Fucking Kidding Me?! ‘’ zgodziłam się . Po
wyliczeniu wszystkich plusów i minusów oraz tego czy to zagrozi mojej reputacji
,której i tak nie posiadam stwierdziłam ,że może dostanę jakieś gratisy ,a tak po za tym poznam wreszcie kogoś, więc
warto się przełamać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz