piątek, 8 lutego 2013

Rozdział I ,,I'm just like you" part I


31.01.2013
                  ,,Uff…Ehh… Ahh… Głośne dyszenie przerywało  moją egzystencję , chociaż sama zastanawiam się dlaczego jeszcze żyję . Poczułam ukłucie w prawej ręce, świeże blizny z weekendu ,które powoli zaczęły się zrastać ociekły krwią. Właściwie ja cała byłam we krwi , chciałam przerwać już to , najwyraźniej jednak moja ,,pogromczyni „ , nie miała dość . Waliła mnie pięściami po zmasakrowanej twarzy . Kopała ręce i nogi , a gdy leżałam już na ziemi wzięła się za nietknięte dotychczas ramiona .  Nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji , cieszyłam się z myśli, że zaraz umrę. Najważniejsze było to ,że zaraz pozbędę się tego cierpienia i odejdę z tego świata , do mojego skarbu , który patrzy na mnie teraz z góry . Po chwili zrobiło mi się ciemno przed oczami , tak jest! Udało się”
Otworzyłam oczy , poczułam błysk ,który dobierał się do moich niesprawnych jeszcze powiek . Mruknęłam cicho , przeklęłam pod nosem i wyłączyłam ten cholerny budzik . Spróbowałam podnieść się do jakiejkolwiek pozycji , która umożliwiłaby mi ruszenie mojego leniwego tyłka z łóżka . Najwyraźniej Bóg był dzisiaj przeciwko mnie . Natomiast mój kochany , niezawodny tato szybko doprowadził mnie do ładu , wrzeszcząc jak opętany ,, Venus  zejdź na dół , śniadanie!” .   Dosłownie wyczołgałam się z łóżka , przystając na chwilę pomyślałam o dzisiejszym śnie . Nie było w nim nic wyjątkowego , od czasu śmierci mojej mamy dzień w dzień śni mi się moja śmierć , w głębi serca pragnę tego  , ale wiem ,że mój tato nie wybaczył by sobie i mi  jeszcze popełnił przy okazji jakieś głupstwo , a tego byśmy nie chcieli. Wracając do sedna sprawy , jestem strasznie zmęczona życiem ,mam dosyć świata , ludzi , a to wszystko przez jakiegoś idiotę ,któremu zachciało się jeździć po pijaku i , który zabił moją mamę rok  temu .  W porównaniu z moim ojcem inaczej to przeżyłam . Ja do niedawna wiecznie płacząca i smutna , on cały czas się uśmiechał , ale nie jestem taka głupia . Widziałam rozbicie w jego oczach. Co mu się dziwić , to była miłość od pierwszego do ostatniego  spojrzenia . Kochali się zawsze ,  mimo kłótni nie potrafili się na siebie obrażać dłużej niż 5 minut. Byli moim wzorem i ideałem .
  Stanęłam przed szafą . Jestem chyba jedną z niewielu dziewczyn na świecie , którym nie przeszkadza to ile mają ciuchów i od jakich projektantów. Nie dbając o to czy zakładam lewą czy prawą skarpetkę jakoś doprowadziłam się do porządku w łazience. Chwyciłam plecak i zbiegłam po schodach do kuchni. Wszędzie unosił się zapach naleśników z czekoladą . Mój tatuś , z zawodu policjant obdarzony został wielkim talentem do smażenia ,więc codzienny jadłospis mniej więcej wygląda tak : naleśniki , ryba , jajecznica, kotlety, jajka sadzone, jajka na bekonie , smażony ser. Oszaleć można , najgorsze w tym jest to ,że obie moje babcie nie żyją , więc jedynym ratunkiem jest knajpka na rogu , w której posilam się w najgorszych wypadkach.  Udając ,że się spieszę ucałowałam poczciwego Piotra w czoło i wyszłam z domu . Dochodziła ósma , spokojnie lekcje mam na dziewiątą , a do Liceum imienia Marii Skłodowskiej –Curie było niedaleko.  Spokojnym krokiem , tradycyjnie z muzyką brzmiąca w słuchawkach ruszyłam  chodnikiem . Ruch o tej porze był średni , zazwyczaj ludzie śpieszący się do pracy biegali w te i z powrotem jak zaprogramowane roboty. Nie zwracam uwagi na mijające mnie twarze , nigdy tego nie robię . Tak właściwie to jestem taka nijaka . Zero przyjaciół ,  nie lubię ludzi. Zawsze byłam odtrącana , głównie za wygląd ,ale zdarzyło się ,że za cechy osobowościowe , nie wspominając o muzyce . Bo ja nie słucham rocka ,żeby być  na topie i nie śmieję się z Justina Biebera. Słucham tego co ma jakiś sens , co dodaję mi otuchy i siły ,kiedy jest mi jej brak ,a nie dla lansu ,czy mody.
    Poczułam ,że robi mi się zimno . W sumie to normalne ,że w styczniu jest -15 stopni i jest mróz ,ale teraz było mi tak zimno ,zimno. To dziwne , wiem . Stojąc na światłach , patrząc się z głupią miną na czerwonego forda nuciłam pod nosem Give Me Love –Eda Sheerana. Ostatnio coraz częściej sobie to śpiewałam z racji tego ,że UWAGA bębny proszę , nauczyłam się to grać na gitarzę. To mój jedyny powód do dumy. Kiedy wreszcie przemarznięta do szpiku kości  ujrzałam drzwi wejściowe szkoły wyszeptałam sama do siebie gładką formułkę ,, Dasz radę „ ,która towarzyszyła mi od początku września . Nie mogę powiedzieć nic złego o nauczycielach , wszyscy są w miarę spoko ,ale chyba dlatego ,że traktują mnie ulgowo od śmierci mamy . Uczniowie to armia idiotów hodowana ku temu aby śmiać się z innych , dręczyć innych ,a co gorsza doprowadzać innych do takiego momentu , w którym ci inni zastanawiają się jaką formę samobójstwa wybrać . Tradycyjne polskie liceum .
 Dochodziło dziesięć po ósmej  , w poniedziałek o tej porze nie było tu żywej duszy , prócz sprzątaczek , dyrektorki i kilku nauczycieli ze skrzywieniem zawodowym. Zawsze przychodzę tak wcześnie , byleby tylko przemknąć korytarzami niezauważona i dostać się do jednej z damskich łazienek na drugim piętrze , którą upodobałam sobie z takiego względu ,że nie siedzi tam nikt prócz jednej narkomanki i dwóch chorych psychicznie maturzystek. Mimo ,że to mój pierwszy rok zdążyłam zapoznać się z wszystkim co oferuję ta szkoła i muszę przyznać że moje uczucia są mieszane. Dobra , dosyć o tym co ja myślę przecież nikogo to nie obchodzi. Dlaczego dzisiejszy dzień jest taki wyjątkowy ? Już wam mówię …
   Wchodząc do ogromnej sali , czegoś w rodzaju łącznika z  zamiarem szybkiego marszu w kierunku szatni  usłyszałam jak pani dyrektor ,czyli nie jaka Marianna Kruk woła moje imię .  Zdziwiło mnie to , bo ona  zazwyczaj udaję ,że mnie nie widzi. Cóż , myślę sobie trzeba wykorzystać okazję , może wyjdzie mi to na dobre. Przystanęłam i obróciłam głowę , z przerażeniem w oczach spojrzałam na pomarszczoną  twarz kobiety w średnim wieku ,która znajdowała się centymetr ode mnie . Uskoczyłam w bok i udając że nic się nie stało zaczęłam nerwowo poprawiać rękawy płaszcza  . Kobieta uśmiechnęła się i nie naturalnym ,piskliwym głosikiem odezwała się do mnie:
- Dzień Dobry Wioletto! – czy ona zawsze musi podkreślać to t?- Jak się dzisiaj czujesz?
Super , zatrzymała mnie tylko dlatego ,żeby spytać się mnie jak przebiega mój dzisiejszy koszmar.
-D-Dobrze Pani Dyrektor- starałam się uśmiechnąć ,ale wyszła mi taka krzywizna , wyglądem przypominająca minę mojej ciotki ,kiedy oznajmiłam jej ,że nie zrobię sobie takich włosów jak ona .- Wszystko jest w porządku.
- To dobrze. Zawsze zastanawiało mnie dlaczego tak wcześnie , jako jedna z niewielu przychodzisz na lekcje .Ale mniejsza o to , mam do ciebie prośbę . Wiem ,że jesteś spokojną i uprzejmą dziewczynką , bardzo dobrze się uczysz ,a więc mam do ciebie pełne zaufanie. - mówiła do mnie tak jakby chciała mnie wysłać na jakąś tajną misję- Dzisiaj piętnaście po dziewiątej przyjedzie do szkoły nowy uczeń twojej klasy .Chcę żebyś pokazała mu szkołę i przez pierwszy tydzień prowadziła i pilnowała ,aby trafił do odpowiedniej pracowni. Zgadzasz się?
 Babka patrzyła na mnie jak kotek , który domaga się mleka. To dziwne , bo nigdy nic ode mnie nie chciała ,tylko teraz się przyczepiła. Dlaczego nie wyśle przewodniczącego samorządu ,albo jakiejś tępej dzidy z maturalnej? Tylko mnie . Szarą , nudną , nie mającą niczego do zaoferowania Wiolettę Deresz. Nie mówcie , na mnie Wioletta , proszę was nie mówcie na mnie Deresz. Po prostu Venus . Moja mama to wymyśliła, podczas naszych pierwszych wakacji nad morzem .
Tak więc patrząc się na Mariannę K. z miną w stylu,, Are You Fucking Kidding Me?! ‘’ zgodziłam się . Po wyliczeniu wszystkich plusów i minusów oraz tego czy to zagrozi mojej reputacji ,której i tak nie posiadam stwierdziłam ,że może dostanę jakieś gratisy ,a  tak po za tym poznam wreszcie kogoś, więc warto się przełamać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz